Rzadko zdarza się, żeby słuchawki budziły emocje, zanim jeszcze cokolwiek zagrają, a FiiO EH11 należą właśnie do tej kategorii. Drewniane nauszniki, transparentny pałąk i pokrętła zamiast przycisków przywołują estetykę sprzętu audio sprzed kilku dekad, a mimo to w środku kryje się zupełnie współczesna specyfikacja: Bluetooth 6.0, kodek LDAC i konstrukcja półotwarta. FiiO ma w katalogu też przewodowe słuchawki nauszne, choćby otwarte FT3 i FT5, ale EH11 to pierwszy bezprzewodowy model w tak wyraźnie retro wzornictwie, bliżej stylowego gadżetu niż sprzętu z myślą wyłącznie o audiofilu. Testowany egzemplarz to jeden z kilku dostępnych wariantów kolorystycznych.
Wygląd i wykonanie
Design to w przypadku EH11 nie dodatek, tylko główny argument sprzedażowy, i widać, że FiiO poświęciło mu sporo uwagi. Transparentne elementy pałąka zestawione z drewnianymi nausznikami dają efekt, którego próżno szukać w innych słuchawkach z tej półki, coś pomiędzy walkmanem a współczesnym gadżetem audio, i to wygląd, który nie przestaje robić wrażenia po tygodniu noszenia.
Ważąc około 92 gramów, EH11 należą do lżejszych konstrukcji nausznych, a po kilku tygodniach regularnego noszenia ten fakt naprawdę się czuje, bo nauszniki nie uciskają, pałąka nie trzeba poprawiać co chwilę, a całość po prostu znika na głowie nawet przy dłuższym słuchaniu.
Osobny akapit należy się pokrętłom wbudowanym w nausznik, przez które zamiast klasycznych przycisków obsługuje się głośność i zmianę utworów, i to rozwiązanie na tyle intuicyjne, że po kilku dniach sięga się po nie odruchowo.

Jest jednak druga strona tego designu: odsłonięta, smukła konstrukcja na pierwszy rzut oka wygląda dość delikatnie i trudno się dziwić, że budzi pytania o trwałość. W praktyce, przy rozsądnym użytkowaniu, nie musi to być problemem, choć to sprzęt, z którym warto obchodzić się nieco ostrożniej niż z cięższymi, w pełni zamkniętymi konstrukcjami.
Brzmienie na co dzień
FiiO EH11 nie mają ambicji analitycznego monitora, tylko charakterystykę skrojoną pod przyjemność codziennego słuchania, nie pod wyławianie każdego detalu nagrania. Charakterystyka ma kształt V: średnice są miejscami wycofane, a góra pasma energiczna, momentami na tyle, że na słabiej zmasterowanych nagraniach robi się jaskrawa, czasem aż sybilantna.
Bas jest obecny, ale mógłby zejść nieco mocniej i dodać więcej ciężaru w niższych partiach, więc razem z wycofanymi średnicami i podniesioną górą pasma brzmienie EH11 jest bardziej kolorystyczne niż neutralne. To nie wada dyskwalifikująca, ale dwa realne kompromisy, o których warto wiedzieć przed zakupem.
Korektor w aplikacji FiiO Control robi tu realną różnicę: podniesienie średnic i przycięcie góry pasma wygładza brzmienie zauważalnie bardziej, niż sugerowałby pierwszy kontakt z EH11 prosto z pudełka.
Bez ANC, ale z sensownym kompromisem
FiiO nie zdecydowało się na aktywną redukcję szumów w EH11, tylko postawiło na częściowo otwartą konstrukcję, której celem jest bardziej naturalne, przewiewne brzmienie, a nie odcięcie od otoczenia. W praktyce oznacza to, że dźwięk trochę przebija się na zewnątrz, choć nie na tyle mocno, żeby było to uciążliwe w codziennym użyciu.
Warto o tym pamiętać w dwóch sytuacjach: bez ANC to na słuchaczu spoczywa obowiązek podkręcenia głośności w głośniejszym otoczeniu, a w cichym pomieszczeniu w towarzystwie innych osób część muzyki będzie słychać także na zewnątrz.
Konkurencja w tym segmencie
Trudno wskazać bezpośredni odpowiednik EH11, bo charakterystyczny, retro design w połączeniu z Bluetooth 6.0, LDAC i sterowaniem pokrętłami to w tej klasie rzadkość, a większość konkurencji idzie albo w stronę zupełnie neutralnego wyglądu, albo w stronę znacznie prostszej specyfikacji. Najbliżej pod względem samego charakteru brzmienia plasują się niektóre tańsze modele, na przykład konstrukcje Koss, ale te startują z zupełnie innej, niższej półki cenowej i nie oferują porównywalnej łączności ani sterowania, więc bezpośrednie zestawienie i tak kuleje.

Dla kogo są FiiO EH11
To propozycja dla kogoś, kto docenia retro estetykę i wygodę na długie godziny bardziej niż analityczną precyzję brzmienia, a najbardziej skorzystają na tym osoby, dla których wygląd sprzętu na głowie liczy się tyle samo, co samo brzmienie, słuchacze spędzający ze słuchawkami wiele godzin dziennie, dla których komfort jest priorytetem, oraz wszyscy, którzy wolą sięgnąć po fizyczne pokrętło niż grzebać w menu aplikacji.
Werdykt
FiiO EH11 to słuchawki, w których design idzie w parze z akceptowalnym, choć niedopracowanym do końca brzmieniem: bas mógłby mieć więcej mocy, a średnice i góra pasma zyskują dopiero po korekcji w aplikacji FiiO Control. Komfort noszenia i intuicyjne pokrętła sterujące wybijają ten model ponad prostsze konstrukcje nauszne, ale odsłonięta konstrukcja wymaga też odrobiny ostrożności na co dzień.
Jeśli szukasz słuchawek, które łączą charakterny wygląd z przyjemnym, niemęczącym brzmieniem, FiiO EH11 zdecydowanie warto rozważyć.
